O autorze
Nauczyciele, Rodzice, Uczniowie piszcie o swoich doświadczeniach na skrzynkę kontakt@mamadu.pl. Zróbmy razem akcję "Nauczyciel. Powrót Autorytetu".

Mama: Mimo naprawdę świadomego spojrzenia na szkolnictwo i jego problemy, nie potrafię już szanować instytucji nauczycie

Dziękuję za ten tekst. Bardzo dużo w nim mądrych uwag, jednak przeraziły mnie przykłady, które Pani podała. Szczególnie dwa pierwsze.

Jak można tak stygmatyzować dziecko, rzucając w nie samolocikiem, zwłaszcza gdy najczęściej papierek trafia w jedno dziecko. Aż mną zatrzęsło. Druga sprawa - publiczny sąd nad dziewczynką z ewidentną nadpobudliwością, nadaje się do zgłoszenia do kuratorium!!!

Czy obie panie nauczycielki skonsultowały przypadki tych dzieci z poradnią psychologiczno-pedagogiczną? Czy poczytały coś o pracy zdziećmi nadpobudliwymi? Czy pochyliły się nad ewidentnym problemami tych dzieci. One wyraźnie potrzebują fachowej pomocy, konsultacji z profesjonalistami.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że obecnie nauczyciele są gotowi pracować tylko z dziećmi niesprawiającymi problemów, mieszczący mi się w odpowiednich szufladkach. Nie ma indywidualnego podejścia dodzieci nawet bez specjalnych problemów, ale jednak innych niżpozostała grupa. A dzieci z tym. co zostało nazwane "specjalnymi potrzebami edukacyjnymi", są w polskiej szkole bardzo nieszczęśliwe.


Oczywiście są pojedynczy nauczyciele, którzy swój zawód traktują poważnie, kochają dzieciaki i młodzież, szanują ich rodziców. Niestety widzę, że to wyjątki. Duża część idzie jednak do pracy jak na pańszczyznę, pracuje w szkole, bo do innej pracy się nie dostała (jak napisał ktoś w komentarzu - ogromna frustracja z tego powodu).

Obwinia rodziców, że nie zajmują się dziećmi, mówi o tych rodzicach pogardliwie i zapomina, że większość ludzi w Polsce pracuje na CAŁY etat (40 godzin tygodniowo), a niekiedy nawet więcej. Nie wynika to z chęci ucieczki przed obowiązkami domowymi i zrzucaniem wychowania na szkołę, ale po prostu z obowiązkowości i realiów życia. Logicznie rzecz ujmując, jeśli taki rodzic pójdzie do pracy nawet na 7 rano, to 8 godzin mija o 15 więc czas dla rodziny ma dopiero po powrocie do domu. A ile osób musi pójść do pracy na 8, 9...

Teraz trochę o mnie. Jestem z wykształcenia pedagogiem, nawet zaczęłam tę przygodę, ale świadomie zrezygnowałam z pracy w szkole. Uznałam, że nie podołam psychicznie, a nie chcę być kolejnym sfrustrowanym nauczycielem. Mieszkam w dużym mieście. Pracuję zawodowo tylko tyle ile muszę, czyli właśnie te 8 godzin. Mąż pracuje w bardzo różnych godzinach i często 7 dni w tygodniu. Taką podjęliśmy decyzję, chcąc żyć na godnym poziomie. Ja jestem bardziej w domu, on bardziej dba o nasz byt.

Mamy dwoje dzieci. Młodsze nie sprawia żadnych problemów, świetnie się rozwija, jestbardzo inteligentny. Starszy syn niestety w związku z problemami przy porodzie cierpi na zaburzenia koncentracji z zaburzeniami uwagi. Na szczęście jest bardzo inteligentnym chłopcem, wg. psychologów ma możliwości intelektualne znacznie powyżej poziomu rówieśniczego. I to go ratuje... Bo szkoła (nauczyciele) zasadniczo nie stosuje się do zaleceń poradni, ignoruje swoje obowiązki, próbuje zrobić z mojego syna kolejny taki sam trybik w machinie.

Nauczyciele nie widzą, że wpędzają mojego syna w coraz większą depresję (tak, depresję!), że jego poczucie wartości jest już na bardzo niskim poziomie, że on pewnych rzeczy nie jest w stanie zrobić, dopasować się do oczekiwań. Współpracuję z poradnią psychologiczną, chodzimy z mężem od kilkunastu miesięcy na cykl warsztatów dla rodziców takich jak my.

Wykonaliśmy ogromną pracę z naszym dzieckiem. Są duże postępy i... widzi to jeden nauczyciel. Bo ta pani chce z nami współpracować, pomagać nam. Reszta jest w najlepszym wypadku obojętna, a najczęściej nie respektuje postanowień, co jest jej obowiązkiem wynikającym z odpowiednich aktów prawnych.

I co? Która strona ma rację?
Przykro mi, ale mimo naprawdę świadomego spojrzenia na szkolnictwo i jego problemy, nie potrafię już szanować instytucji nauczyciela. Nie przemawia do mnie argument, że nauczyciel mało zarabia - bo tak już nie jest. Mało zarabia nauczyciel kontraktowy - ok. Ale ja idąc do pracy bez doświadczenia, też mało zarabiałam. Na swoje stanowisko i obecne zarobki pracowałam wiele lat. Nauczyciel dyplomowany zarabia bardzo dobre pieniądze. I nie pracuje 40 godzin w tygodniu, chyba że jest polonistą w renomowanym liceum. W podstawówce, gimnazjum nie ma takiej potrzeby. Bądźmy więc uczciwi.

Szanuję pojedynczych nauczycieli, tak jak szanuję pojedynczych przedstawicieli każdego zawodu. No może strażaków szanuję jako ogół :) Tak jak są źli lekarze, policjanci, kelnerzy i elektrycy, tak też są źli nauczyciele. Problem w tym, że do gniazdka elektrycznego możemy poprosić drugiego elektryka, który poprawi fuszerkę, a jak nauczyciel złamie kręgosłup emocji naszego dziecka, będzie to bardzo trudno poskładać...

Mama coraz bardziej wątpiąca

Przywróćmy nauczycielom należny im szacunek! "Nauczyciel. Powrót autorytetu". Ogólnopolski plebiscyt wyróżniający wybitnych nauczycieli w Polsce.

Zgłoś kandydaturę wybitnego pedagoga i pokaż, że doceniasz to, co robi.
Trwa ładowanie komentarzy...