O autorze
Nauczyciele, Rodzice, Uczniowie piszcie o swoich doświadczeniach na skrzynkę kontakt@mamadu.pl. Zróbmy razem akcję "Nauczyciel. Powrót Autorytetu".

Nauczycielka: Moje szkolne dzieci uczę i wychowuję. Co ważniejsze?

Dziękuję za piękny i niezwykle mądry tekst ( zresztą kolejny, który czytam :). Za docenienie nauczycieli i trzeźwe – a zarazem coraz mniej popularne - spojrzenie na problem.
Popieram akcję z całego serca i jeśli mogę się jakoś włączyć - zrobię to chętnie. Sama od wielu lat publikuję artykuły w czasopismach i nawołuję rodziców do mądrego wychowywania dzieci. Choć przyznam, że jako nauczycielce nie jest mi łatwo zająć tak zdecydowaną postawę jak pani, bo zawsze może to zostać odczytane: nauczycielka, więc broni środowiska.


Kilka słów przedstawienia się: Jestem nauczycielką edukacji wczesnoszkolnej od 28 lat. Prywatnie mama dorosłych dzieci.

Moje szkolne dzieci uczę i wychowuję. Co ważniejsze? - tego się nie da rozdzielić na etapie klas 1-3! Kocham dzieci, kocham swoją pracę - szkoła mała, świetne grono, cudowna pani Dyrektor – ale doświadczam tego wszystkiego, o czym Pani pisze. Dzieci są coraz trudniejsze, ale dzieje się tak dlatego, że rodzice są coraz trudniejsi.

Mogłabym przytaczać mnóstwo przykładów. Podam tylko jeden, najnowszy i bardzo bolesny.
10 lat temu dostałam swoją najzdolniejsza, a zarazem najtrudniejszą klasę. 25 dzieci ( miałam już taką 35- osobową), czyli liczebność przeciętna. Ale "kaliber" nieprzeciętny. O. - chłopczyk z ADHD, czego rodzice nie dopuszczali do świadomości, szczególnie ojciec, D. - chłopak niedojrzały emocjonalnie, chodził pod ławkami i szczekał, A. - i ten jest kluczowy - uważany za rodziców za bóstwo, geniusza, który wychowywany był całkowicie bezstresowo. Jego ulubioną "rozrywką" było drażnienie O. z ADHD, który wpadał wtedy w furię i bił każdego, kto nawinął się pod rękę.


Do tego 8 bardzo żywych chłopców. (Dziewczynki też były, ale na szczęście spokojne – miałam wyrzuty sumienia, że przy tych chłopakach je zaniedbuję, więc urządziłam dla nich „babskie” spotkanie u mnie w ogrodzie). Emocje sięgały lamperii. Czasem po lekcji myślałam, że będę waliła głową o ścianę, jak W.

Zrobiłam co mogłam, ale do rodziców A. nic nie docierało; lepiej powiedzieć, że nie chcieli, by coś dotarło – ich dziecko było niewinne.

Ileż razy w pokoju nauczycielskim "pocieszamy się" w takich momentach – w końcu to nie są nasze dzieci, ci rodzice sami sobie robią krzywdę.

Za rok te "moje dzieci" zdają maturę.
Niedawno A. ....skoczył z budynku o dużej wysokości. Nie wiadomo dlaczego. Czy był pod wpływem narkotyków? - nie wiemy. Żyje, ale ma złamany kręgosłup. Tragiczne, ale... co człowiek sieje to i żąć będzie - ta biblijna zasada sprawdza się dokładnie przy wychowaniu dzieci. Owszem, zdarzają się fatalni nauczyciele, ale krytykując wszystkich nauczycieli rodzice podcinają gałąź na której sami siedzą. Niestety upadek bywa bardzo, bardzo bolesny...

Nauczycielka

Przywróćmy nauczycielom należny im szacunek! "Nauczyciel. Powrót autorytetu". Ogólnopolski plebiscyt wyróżniający wybitnych nauczycieli w Polsce.

Zgłoś kandydaturę wybitnego pedagoga i pokaż, że doceniasz to, co robi.
Trwa ładowanie komentarzy...