O autorze
Nauczyciele, Rodzice, Uczniowie piszcie o swoich doświadczeniach na skrzynkę kontakt@mamadu.pl. Zróbmy razem akcję "Nauczyciel. Powrót Autorytetu".

Anna: Szkoła zmienia się z powodu reform kolejnych ministrów i nie zawsze są to zmiany na lepsze

byłam kilka dni temu u lekarza, w rozmowie podczas drobnego zabiegu wspominam o ciekawym szkoleniu w miłym miejscu a lekarz pyta o zawód. Nauczyciel. Oj, mówi "nie macie lekko, ciężka praca". Dziękuję, że docenia, tym bardziej, że to rzadko słyszę. Odpowiada " nie lubią was, tak jak lekarzy, policjantów..." I pewnie ma rację ten miły lekarz :), ale dla mnie nadal taka sytuacja jest trudna. I zgadzam się, że można nazwać zachowania społeczne wobec nauczycieli - dyskryminacyjnymi.




Świetny pomysł z "narodową" dyskusją o nauczycielu...chociaż pewnie trochę niebezpieczny.

Szkoła zmienia się z powodu reform kolejnych ministrów i nie zawsze są to zmiany na lepsze. Podstawy programowe, regulaminy, zarządzenia, rozporządzenia, procedury, kontrakty z uczniami, spis konsekwencji( nie kar),IPET-y - oto dzisiejsza szkoła. Gdzie w tym uczeń? - często to tylko numer w dzienniku,zwłaszcza w klasie 37 osobowej,albo "grzeczny', albo "leń", albo "zdolny", "pracowity". Jeśli wyróżnia się z tłumu zostanie zauważony. Dlatego często uczniowie słabi, z trudnościami wychowawczymi
lub uzdolnieni są najczęściej zapamiętani( choć z tymi ostatnimi rożnie bywa, czasem są kłopotliwi, bo nauczyciel nie nadąża za nimi.

Ale ja w tym widzę rozwój- mam być drogowskazem,pomóc rozwijać kompetencje, zdobywać informacje- nie dorównać- ale przy okazji chętnie się nauczę... Na uczelniach wyższych też są profesorowie, docenci, doktorzy i magistrowie- odnoszę do do szkoły.

Jeden umie więcej, drugi mniej - ważne, by przekazał solidne podstawy, był dostępny dla ucznia, autentyczny, by nie
stał na piedestale i nie kazał się podziwiać. Pracuję w zawodzie już dwadzieścia kilka lat i bywa, że mam słabsze dni w pracy, jednak nie biorę zwolnień, nie uciekam przed trudnościami, staram się iść do przodu. Nie mam ciśnienia na najlepszego nauczyciela,za to dbam o poprawne relacje z uczniami i rodzicami uczniów. Jestem konsekwentna- co nie oznacza sztywna.

Elastycznie podchodzę do nowych sytuacji, analizuję, przegaduję z koleżanką-w ogóle nie związaną ze szkołą. I ona mówi, "to ,że 20 lat temu dzieci bawiły się w sadzie, zrywały czereśnie, nie oznacza , że współczesne dzieci zrobią to samo- ono zapewne pójdą i kupią te owoce w sklepie, więc nie oczekuj, że tą samą metodą nauczysz ich, tego co każe współczesna podstawa programowa". Wielu moich kolegów zatrzymało się na etapie,"bo dawniej, za moich czasów, jak ja byłam, u mnie, poprzednia dyrekcja, ..." Koniec. Było. Minęło. Trzeba otworzyć się na nowe. Ale nie oznacza to oczywiście braku szacunku. I musi działać w obie strony.

Szacunek jest słowem kluczem. Szanujmy pracę, uczniów, rodziców, siebie, kolegów. Ludzi w ogóle. Biednych, bogatych, chorych, niepełnosprawnych. Tego nauczmy nasze społeczeństwo. Zadbajmy o siebie wzajemnie. Wówczas nowe trendy edukacji włączającej będą możliwe do zrealizowania- dzisiaj w szkole masowej wszystkie dzieci z różnymi trudnościami, rzeczeniami, opiniami tworzą wielki chaos edukacyjny. Nie jesteśmy w stanie sprostać wymaganiom wszystkich uczniów i rodziców - i chyba to jest normalne. Widzieć w uczniu człowieka,odczuwać to z jego strony i zachować zdrowy rozsądek- nie recepta ale może jeden ze sposobów na skuteczną edukację?

Roszczeniowe postawy rodziców lub uczniów są wynikiem jakiejś trudności - może warto o tym porozmawiać? "Nie mam świetnego akcentu? ale za to doskonale wykładam gramatykę francuskiego.Chciałabym mieć akcent doskonały, ale ponieważ nie mam obecnie szans na wyjazd do Francji, może Pan/Pani udzieli mi rad?przyjmie na naukę akcentu?Poleci
korepetytora?"- Może tak spytać rodzica niezadowolonego z naszej wymowy?

Rodzice w domu budują lub nie nam autorytet. To prawda. Media także.Ale my sami także go stwarzamy i chyba w nas największa siła :)

Mogłabym jeszcze dużo pisać, choćby o tym, że moje dzieci też oceniają nauczycieli, którzy ich uczą. I, że często nasze rozmowy nie są miłe, konstruktywne i owocne, i że rozumiem rozgoryczenie, osąd,ale rozmawiam, wyjaśniam, dopytuję, tłumaczę i ...nie biegnę upominać pani nauczycielki. "Przerabiam w domu trudne sprawy", okazuję zrozumienie, pomagam uporać się z niezadowoleniem, w sytuacji krytycznej proszę o pomoc wychowawcę, nie wchodzę na fb i nie oczerniam nauczycieli nawet za bolesne
słowa kierowane do dzieci. Uczę w domu skutecznej komunikacji. I naprawdę nie jest łatwo. Ale kto ma lekko?

Rodzice wychowują - my pomagamy. Szkoła musi uczyć - bo wymagania i oczekiwania egzaminacyjne są ogromne -trzeba mieć na uwadze, że chodzi nam o wspólne dobro dzieci,ale też wychowywać, wspomagać rodziców w ich trudnym zadaniu.
Sprawy braku czasu rodziców dla własnych dzieci już nie rozwijam. To tylko wymówka. Pracujemy zawodowo nie 24 godziny na dobę, a jeśli często nas nie ma trzeba to umieć wytłumaczyć dziecku, zapewnić opiekę bliskich, zadbać o dobre relacje z dziećmi, kochać, nie widzieć w nich darmozjadów, nierobów, leni,rywali, itp. O patologii już nie wspominam. Przerabiam "to" w pracy z moimi uczniami. Naprawdę.

Serdecznie pozdrawiam
Anna N. - polonistka


Przywróćmy nauczycielom należny im szacunek! "Nauczyciel. Powrót autorytetu". Ogólnopolski plebiscyt wyróżniający wybitnych nauczycieli w Polsce.

Zgłoś kandydaturę wybitnego pedagoga i pokaż, że doceniasz to, co robi.
Trwa ładowanie komentarzy...