O autorze
Nauczyciele, Rodzice, Uczniowie piszcie o swoich doświadczeniach na skrzynkę kontakt@mamadu.pl. Zróbmy razem akcję "Nauczyciel. Powrót Autorytetu".

Stażystka: idę na zebranie z podniesioną głową i patrząc prosto w oczy potrafię powiedzieć prawdę o dziecku

Jestem młodym nauczycielem w szkole średniej, stażystą. Wcześniej uczyłam w szkołach policealnych i bardzo lubiłam swoją pracę. Przekazywanie wiedzy sprawiało mi dużo radości i dawało satysfakcję.



Natomiast ta praca jest dla mnie ogromnym ciężarem. Odliczam dni do weekendu, gdy przychodzi poniedziałek czuję wielkie zniechęcenie. Zastanawiam się czy szkoła jest miejscem dla mnie, mimo, że bycie nauczycielem jest dla mnie bardzo fascynujące.

Wszystko sprowadza się do uczniów
Mało, że dla wielu z nich nie jestem autorytetem - często mnie obrażają, są wulgarni. Czasem temat zajęć schodzi na drugi plan, bo ciągle trzeba pracować nad dyscypliną. W hałasie pracować się nie da. Zgadzam się, że rodzice są bardzo roszczeniowi, ale uczniowie jeszcze bardziej. Gdy im się zwraca uwagę straszą prokuraturą, policją, kontrolami. Swoje prawa znają doskonale, ale o obowiązkach jakby nigdy nie słyszeli.

Na pierwszą wywiadówkę w szkole szłam z przyjemnością. Myślałam sobie: poznam rodziców, porozmawiamy, ustalimy jakieś wspólne działania to może coś z tego będzie. A rodzice przychodząc do mnie na dzień dobry mówili z wyrzutem: dlaczego moje dziecko ma tyle jedynek?Tak jakby to była moja wina! A ja na to: no właśnie, niech mi to pani wyjaśni co się dzieje z dzieckiem, że ich tyle nazbierał.

Nie jestem nauczycielem z autorytetem
Bardzo często rodzic na uwagę odnośnie zachowania dziecka reaguje: to niemożliwe, w domu taki nie jest itd. Zdarzają się też komentarze typu "stawiając tyle jedynek nic pani nie wskóra!". Na początku się tym przejmowałam. Dziś idę na zebranie z podniesioną głową i patrząc prosto w oczy potrafię powiedziec prawdę o dziecku. Nie mówię, że jest źle wychowane, tylko jakie stwarza problemy.

Wielu rodziców nie potrafi jednak tego przyjąć, za wszelką cenę bronią swoich dzieci. Gdy uczeń ucieka z lekcji rodzice piszą usprawiedliwienie, że był chory! I co ja wtedy mogę? Nie są uczeni konsekwencji swoich zachowań. Nic nie robią przez cały rok, a w czerwcu przychodzi rodzic i prosi, żeby przepuścic dziecko do następnej klasy. Sami nawet palcem nie kiwną bo "mamusia wszystko załatwi"! Poza tym w najmniejszym stopniu się nie boją gdy rodzic jest wzywany do szkoły. Jest im wszystko jedno.

Nie jestem nauczycielem z autorytetem, to wiem i mnie to boli. Ale jeszcze większym dramatem jest to, że nie jest nim także rodzic. Praca w szkole to po prostu orka na ugorze.
Pozdrawiam,
Stażystka


Przywróćmy nauczycielom należny im szacunek! "Nauczyciel. Powrót autorytetu". Ogólnopolski plebiscyt wyróżniający wybitnych nauczycieli w Polsce.

Zgłoś kandydaturę wybitnego pedagoga i pokaż, że doceniasz to, co robi.
Trwa ładowanie komentarzy...